Chaotyczne wibracje – Wielkie Pytania

Chaotyczne wibracje

Grzegorz Banaszkiewicz: Teoretycznie wszystko wygląda prosto i elegancko. W praktyce wszystko, co może się nie udać, kiedyś się nie uda.

ŁUKASZ LAMŻA: Dzień dobry!
GRZEGORZ BANASZKIEWICZ: Dzień dobry.
Dziękuję, że zgodził się Pan porozmawiać. Tylko jest pewien problem – musiałem jednak dzisiaj zostać w domu z dziećmi. Może zadzwonię kiedy indziej?
Nie, proszę się nie przejmować…
One będą trochę przeszkadzać… To dwulatka i czterolatek. Będę miał doczepione do siebie takie dwa… wie Pan, wahadełka…
To nawet lepiej, zobaczymy, gdzie nas pobujają.
Jak są skonstruowane Pańskie wahadła?
Było kilka modeli, chyba trzy lub cztery. Wie pan, wahadło podwójne jest matematycznie jedno – jest to tak naprawdę bardzo prosta idea: jeden ciężar i doczepiony do niego drugi ciężar. I tyle. Kiedy jednak przychodzi do skonstruowania rzeczywistego wahadła, okazuje się, że istnieje nieskończona liczba konkretnych rozwiązań technicznych. I fakt, że są to obiekty fizyczne, prowadzi do pewnych problemów. Pierwsze podwójne wahadło, które zrobiłem, było wykonane z dość solidnych zamkniętych przekrojów aluminiowych spiętych takimi… elementami stalowymi.
To było to wahadło zamontowane w Pańskiej pracowni na filarze drewnianym, to ze zdjęć?
Tak, to. I ono kiedyś w nocy spadło z mocowania. A właściwie to niezupełnie w nocy, tak już nad ranem. Dostałem w ramię, potem wahadło spadło na podłogę, był spory huk. Przekrój takiego elementu to dwa i pół na cztery centymetry, ramiona miały około metra długości. To swoje ważyło. Do dzisiaj w tym miejscu jest ślad w podłodze. Przybiegł mój sąsiad z dołu, policjant.
Wykazał zrozumienie?
Pouczył mnie na okoliczność zakłócania porządku, jak to policjant. Ja się trzymałem za to zakrwawione ramię i kiwałem głową, że już nigdy więcej. Więc następne wahadło miało już okrągły profil, tylko wtedy jest kłopot z mocowaniem.
A jakie wersje poszły w świat? (Zosia, zostaw mu ten klocek!)
Cóż, zdjęcia zrobiłem wszystkim wersjom, ale problem z galerią jest taki, że dzieło musi spełniać wymogi bezpieczeństwa. Moje wypadki w pracowni to moja prywatna sprawa, ale gdybym tak skasował widza, byłby skandal. Poza tym nie da się technicznie zrobić tak, żeby widz w pełni doświadczył kształtu powstającej figury. Zdjęcie naświetlam sobie tak długo, jak chcę, a widz widzi tylko fruwający punkt świetlny.
No i zdjęcia wychodzą świetnie.
Tak, ale szkoda jednak, że nie wychodzi z samym wahadłem.
O, choćby taka sprawa: wahadło musi być przecież pobudzane do ruchu. Tutaj, w pracowni, ja sobie podtrzymuję zawias ręką, podnoszę wahadło i je puszczam. Na wystawie, w galerii, trzeba by nadać wahadłu co jakiś czas pewien impuls mechaniczny, żeby ono się znowu zaczynało kręcić – ale impuls mogę nadać tylko pierwszemu wahadłu, bo drugie musi być na nim swobodnie zawieszone. Eksperymentowałem trochę z rozrusznikiem motocyklowym, ale to pchnięcie potrafi być tak niefortunne, że w pewnym momencie drugie wahadło doznaje zbyt silnych przyspieszeń i po prostu zawias pęka. Nie chciałbym, żeby takie rzeczy groziły ludziom…
Ale po co właściwie pokazywać ludziom wahadło?
Po co ja to robię?
Tak.
Hmm… ja nie jestem filozofem, ale pozwolę sobie trochę pofilozofować. Mogę?
Ależ proszę bardzo. (Dzieci, spokojnie!…)
Widzi pan, artysta może mieć czasem rację, nawet nie wiedząc, czemu. Kafelkarze Alhambry zawarli w tych mozaikach wszystkie dozwolone transformacje na płaszczyźnie. Czy oni studiowali geometrię? Nie. Ale jakoś do tego dotarli… może mi też się uda do czegoś dojść tą moją chłopską filozofią? No więc tak: proszę mi powiedzieć, ile praw jest zaangażowanych w to, co robi wahadło? Teoretycznie – niewiele. I wszystko to da się bardzo ładnie zapisać językiem nauki, językiem matematyki. Są więc ludzie, którzy twierdzą, że całe wahadło po prostu policzą. Jeżeli trzeba wziąć pod uwagę jeszcze tarcie, opory powietrza, to się je weźmie pod uwagę i obliczy. Inny człowiek powie jednak, że tego nigdy nie policzymy – że z samej konstrukcji świata wynika, iż obliczenie ruchu wahadła jest niemożliwe, że taka jest zasada świata i jedyne, co można zaobserwować, to pewne granice, w których dokonuje się ruch, ale przewidzieć tego nie sposób.
A Pan jak twierdzi?
No więc jest też trzeci punkt widzenia – że w samym wahadle widać i jedno, i drugie. Możemy przecież mówić po prostu o tym, co widzimy. Ale ludzie mają tendencję do opowiadania się za jakimś poglądem, po czym przyjęcie poglądów adwersarza staje się niemożliwe… Więc wahadło jest swego rodzaju obrazem świata – każdy w nim zobaczy…
Panie Profesorze, przepraszam, że przerywam w takim momencie… tu jest taka sytuacja… (odgłos dziecięcych krzyków)
Tak?
Mam tu mały konflikt, poszło o pewien naprawdę ważny klocek… (Dzie-CI!…)
No tak, słyszę krzyki… Ale to nawet bardzo stosowne, że wie pan, te wahadełka nasze…
Tak (chrząknięcie) wahadełka. Hmm. To może… ja napiszę maila i… (głośny płacz)
Proszę napisać.
Dziękuję, do usłyszenia… (Staszek!! Zosia!!) (koniec nagrania) ©

Prof. GRZEGORZ BANASZKIEWICZ jest artystą-grafikiem, nauczycielem akademickim. Prowadzi pracownię litografii i technik obrazowania graficznego w Instytucie Sztuk Pięknych Akademii im. Jana Długosza w Częstochowie. Tworzy grafikę warsztatową i cyfrową, rysunki, fotografie, instalacje graficzne. Mieszka w Krakowie.

Skip to content