Iluzoryczny jak wolna wola – Wielkie Pytania

Najlepsze kredyty i pożyczki dla zadłużonych. Bez weryfikacji w BIK, KRD, także z komornikiem. Nawet do 200 000 zł, spłata w miesięcznych ratach. Pożyczka pozabankowa dla każdego bez BIK, w tym dla zadłużonych. Każda osoba, która skorzystała z oferty banku, wie jakie koszta za sobą niesie kredyt. kredyt dla zadłużonych online JPożyczki dla zadłużonych bez zdolności kredytowej - znajdź szybko i darmowo. Całkowicie przez internet, niezobowiązująco, bez BIK. eśli zatem zastanawiasz się, czy istnieją szybkie pożyczki dla zadłużonych online, odpowiadamy – jak najbardziej! Gdzie ich szukać? Dla klientów, którym nie udało się uzyskać kredyt w banku, lub firmie z powodu niekorzystnej historii kredytowej, może być przydatna inna opcja. Na rynku pożyczek są firmy, udzielające chwilówek online bez weryfikacji za pośrednictwem rejestru BIK. Takie propozycje mogą stać się naprawdę ostatnią deską ratunku. Pożyczka dla zadłużonych. Sprawdź, gdzie możesz zaciągnąć pożyczkę dla zadłużonych. Poznaj opinie i dowiedz się więcej.

Iluzoryczny jak wolna wola

Często popadamy w iluzję kontroli nad zdarzeniami lub własnym zachowaniem. Czy to znaczy, że wolna wola jest tylko złudzeniem?

W jednej z najbardziej widowiskowych scen filmu „RoboCop” z 2014 r. dr Dennett Norton (w tej roli Gary Oldman) tak oto wyjaśnia efektywność bojową stworzonego przez siebie tytułowego robo-policjanta – hybrydy mózgu Alexa Murphy’ego i robotycznego ciała: „Na co dzień człowiek steruje maszyną – to Alex podejmuje decyzje. Ale w sytuacji bojowej opada przyłbica i włącza się oprogramowanie. Wtedy przejmuje sterowanie maszyna. Alex jest wówczas biernym pasażerem (…). Gdy maszyna walczy, system wysyła informacje do mózgu Alexa i wydaje się mu, że robi rzeczywiście to, co robią komputery. Alex uważa, że panuje nad sytuacją. Ale tak nie jest. To iluzja wolnej woli”.

Ten cytat oddaje podejście do wolnej woli, dominujące w neuronauce i psychologii. Na gruncie tych nauk tradycyjną dyskusję metafizyczną o istnieniu lub nieistnieniu wolnej woli zastąpiło rozstrzygalne empirycznie pytanie: w jakich kontekstach nasze działanie jest automatyczne i zdeterminowane przez czynniki zewnętrzne, a kiedy to my rzeczywiście „przejmujemy stery” nad samym sobą?

Złudzenie sprawstwa

W jednym z eksperymentów Daniel Weg- ner, psycholog społeczny z Harvard University i autor książki „The Illusion of Conscious Will” („Iluzja świadomej woli”), prosił badaną osobę o ubranie płaszcza i stanięcie przed lustrem.

Za osobą badaną umieszczony był parawan, za którym stawał pomocnik eksperymentatora. Wsuwał on swoje ramiona w rękawy płaszcza osoby badanej w taki sposób, że w lustrze postrzegała je ona jako swoje własne. Ręce pomocnika eksperymentatora wykonywały rozmaite ruchy. Gdy badani słyszeli przez słuchawki dokładny opis ruchów, ale przed ich nastąpieniem, relacjonowali subiektywne poczucie kontroli nad ruchami de facto nie swoich ramion.
Efekt taki nie wystąpił natomiast, gdy osoby badane nie słyszały opisu ruchów wykonywanych przez pomocnika eksperymentatora. Eksperyment ten ilustruje poglądy Wegnera, którego zdaniem przyczyna wielu naszych zachowań tkwi gdzie indziej niż w naszych świadomych decyzjach.

Szczęśliwa iluzja

W książce „Złudzenia, które pozwalają żyć” Mirosław Kofta opisuje pomysłowe badanie przeprowadzone pod koniec lat 70. XX w. przez Lauren Alloy i Lyn Abramson.

Jego uczestnicy należeli do dwóch grup – pierwszą stanowiły osoby depresyjne (czyli bardziej podatne na tę chorobę), drugą zaś niedepresyjne.
Zadaniem uczestników było naciskanie (lub nie) przycisku zgodnie ze swoją wolą. Następnie badani obserwowali rozbłysk kolorowej lampki. Badanie składało się z wielu prób, przy czym w każdej możliwa była jedna z czterech sytuacji: po pierwsze mogło zdarzyć się, że osoba wcisnęła przycisk i kolorowa lampka rozświetliła się; po drugie nie nacisnęła przycisku, ale lampka mimo tego się rozświetliła; po trzecie uczestnik nacisnął przycisk i lampka nie rozświetliła się; wreszcie możliwa była sytuacja, gdy osoba badana nie nacisnęła przycisku i lampka się nie zapalała. Po zakończeniu tej części eksperymentu uczeni prosili uczestników, by ci ocenili swój wpływ – manifestujący się poprzez naciskanie przycisku – na zapalanie się kolorowej lampki.
Rezultaty badania okazały się zadziwiające: w sytuacji, gdy eksperyment zaprogramowany był tak, że rozświetlenie się kolorowej lampki rzeczywiście zależało od naciśnięcia przycisku, wszyscy uczestnicy – zarówno depresyjni, jak i niedepresyjni – trafnie oceniali swój wpływ na zdarzenie jako wysoki. W drugim wariancie, gdy badaczki zaaranżowały eksperyment tak, że nie było żadnego związku pomiędzy wciskaniem przycisku a rozpalaniem się światełka, osoby depresyjne oceniały swój wpływ na zdarzenie trafnie, a więc jako znikomy, natomiast osoby niedepresyjne zdecydowanie swój wpływ zawyżały. Innymi słowy, o ile te pierwsze trafnie spostrzegały, że są jedynie widzami w spektaklu zaprogramowanym przez badaczki, o tyle te drugie twierdziły, że są aktorami, od których zależy przebieg widowiska. Zjawisko to nazwano „iluzją kontroli”.

Wyniki innego eksperymentu, przeprowadzonego na początku lat 80. przez te same uczone oraz Donalda Viscusiego, pokazały, że nastrój, w jakim aktualnie się znajdujemy, wpływa na nasze poczucie sprawstwa. Badacze wywoływali celowo dobry nastrój u osób depresyjnych, a następnie stawiali je przed zadaniem analogicznym do opisanego wyżej i prosili o ocenę ich wpływu na sytuację. Co ciekawe, u osób tych zaobserwowano „iluzję kontroli”, charakterystyczną dla osób niedepresyjnych. Z kolei wywołanie złego nastroju u osób niedepresyjnych prowadziło do ustania „iluzji kontroli”, a więc adekwatnej oceny swojego wpływu na zapalanie się lampki.

Co złego, to nie my!

Badania psychologów pokazują, że ludzie najczęściej skłonni są widzieć siebie jako sprawców wydarzeń pozytywnych, a zarazem umniejszają swoją rolę sprawczą, gdy mowa o negatywnych.

Tendencja ta przejawia się choćby wtedy, gdy pytamy ludzi o źródła sukcesu. Większość osób podkreśla wówczas, że zawdzięcza go swojej ciężkiej pracy czy wytrwałości w dążeniu do celu.

Z kolei przyczyną niepowodzeń okazują się być raczej czynniki zewnętrzne (z pechem włącznie), a nie brak zaangażowania czy nieudolność. Co więcej, gdy jesteśmy częścią zespołu, często przeceniamy wagę roli, jaką odegraliśmy w osiągnięciu grupowego zwycięstwa. Z drugiej strony rzadziej widzimy siebie jako winnych porażki grupy. Interesującym zagadnieniem jest również poczucie identyfikacji z grupą – chętniej identyfikujemy się z zasłużoną grupą, a rzadziej ze zbiorowością, która doświadczyła porażki. Najlepiej widać to na przykładzie zawodów sportowych – psycholog społeczny Anthony Greenwald zaobserwował, że amerykańscy studenci w swoich wypowiedziach częściej używają formy „my” po wygranym meczu drużyny reprezentującej ich uniwersytet.

Początek wolnej woli

Nasza wola jest więc chimeryczna – odczuwanie, że jest się sprawcą jakiegoś zdarzenia, zależy od wielu czynników, a rzeczywista sytuacja jest tylko jednym z nich.

Reżyser „RoboCopa” być może nieprzypadkowo wybrał imię filmowego twórcy robo-policjanta, dr. Dennetta Nortona.

Głównymi dziedzinami badań pierwowzoru tej postaci, jakim jest amerykański kognitywista i filozof Daniel Dennett z Tufts University, są wolna wola oraz świadomość. Jego zdaniem filozoficzne dyskusje na temat tych problemów muszą uwzględniać wyniki eksperymentów i hipotezy nauk o mózgu. Chociaż, jak pisze Dennett, „badania empiryczne same w sobie nie rozwiązują problemów filozoficznych, rozjaśniają je, a czasami poprawiają i korygują, i potem często ulegają one unieważnieniu, a czasem mogą zostać rozwiązane w drodze dalszej refleksji filozoficznej”. Liczne badania są z pewnością ważną przesłanką, ale pewnie nie ostatnim słowem w dyskusjach o wolnej woli i kontroli nad samym sobą. ©

EKSPERYMENT LIBETA

W dyskusjach nad wolną wolą psychologowie eksperymentalni i kognitywiści bardzo często powołują się na słynny eksperyment przeprowadzony przez Benjamina Libeta z University of California w San Francisco. Co ciekawe, na jego wyniki powołują się zarówno przeciwnicy, jak i obrońcy wolnej woli. Libet chciał odpowiedzieć na pytanie, czy przyczyną naszych zachowań są świadome akty woli, czy też uprzednie wobec nich procesy mózgowe.

Na początku zadaniem osób badanych było wielokrotne wykonywanie prostych ruchów ręką, wpatrując się jednocześnie w tarczę zegara. Mogły wykonać ruch w dowolnym momencie, musiały jednak zapamiętać, kiedy dokładnie podjęły świadomą decyzję. Na ich głowach umieszczone były elektrody elektroencefalografu (EEG), za pomocą którego mierzono tzw. symetryczny potencjał gotowości. Potencjał ten zarejestrowano w pierwszorzędowej korze ruchowej oraz dodatkowej korze ruchowej około 550 milisekund przed wykonaniem ruchu, podczas gdy świadomy akt woli poprzedzał ruch tylko o 200 milisekund. Zgodnie z popularną interpretacją, przyczyną ruchu nie jest więc świadomy wybór, ale poprzedzająca go aktywność mózgowa. Sam Libet starał się znaleźć miejsce – a właściwie czas – dla wolnej woli. Twierdził on, że wprawdzie nasze działania inicjowane są przed pojawieniem się intencji, lecz możliwe jest świadome weto, które może wystąpić ok. 100 ms przed zainicjowanym wcześniej wykonaniem ruchu.

Zwolennicy istnienia wolnej woli do dziś krytykują filozoficzną interpretację podstawowego eksperymentu Libeta, natomiast osoby przekonane o tym, że wolna wola jest tylko iluzją, twierdzą, że świadome weto jest koncepcją wprowadzoną ad hoc. ©

Mateusz Hohol

Skip to content