Nauka otwarta na wartości – Wielkie Pytania

Nauka otwarta na wartości

W gronie filozofujących naukowców Michał Heller jest prawdziwym artystą.

Charles Percy Snow był rzadkim przypadkiem człowieka łączącego humanistykę i naukę. Z wykształcenia był fizykiem (miał doktorat i prowadził badania na uniwersytecie), lecz z powołania pisarzem – autorem dobrze przyjmowanych powieści. Ta podwójna działalność doprowadziła go do ponurej diagnozy, którą przedstawił w 1959 r. w głośnym wykładzie wygłoszonym na Uniwersytecie w Cambridge. Stwierdził, że pomiędzy światem literackim i środowiskiem naukowym nastąpił intelektualny rozłam, i to na tyle silny, że spowodował wyłonienie się dwóch odrębnych kultur: naukowej i humanistycznej (literackiej; ludzi tradycyjnie uznawanych za intelektualistów).

Snow nie miał na myśli ukształtowania się dwóch konkurencyjnych i ścierających się wizji świata – takie starcia rodziłyby twórcze napięcia i inspirowały do dialogu. Mówił wręcz o powstaniu dwóch odrębnych galaktyk, których mieszkańcy nie tylko się nie rozumieją, ale już nawet nie próbują się zrozumieć – bo przestali się ze sobą komunikować.

Różnice pomiędzy jednymi i drugimi były głębsze niż to, że w księgarniach i bibliotekach poszukiwali innych autorów. Pierwsi czytali Szekspira i Dickensa, drudzy prace Einsteina i Bohra; gdy jedni i drudzy sięgali po dzieła spoza swojej kulturowej galaktyki, to nie tylko niczego w nich nie rozumieli, ale wręcz nie potrafili w nich dostrzec niczego godnego uwagi. To nie były wyłącznie różnice w gustach – kryły się za nimi całkowicie różne wrażliwości i odmienne systemy wartości.

Wystąpienie Snowa było nie tylko diagnozą interesującego zjawiska kulturowego – to było bicie na alarm przed katastrofą, która groziła całemu życiu społecznemu. Jeśli rozłam dwóch kultur miałby się pogłębiać, jako pierwsi straciliby naukowcy, którzy przestaliby być zrozumiali dla szerszych kręgów społecznych. A to z kolei nie wróżyłoby najlepiej intelektualnej kondycji przyszłych pokoleń.

Narodziny trzeciej kultury

Swoje przemyślenia Snow ogłosił również w książce „Dwie kultury i rewolucja naukowa”; jej pierwsza edycja zionęła pesymizmem, ale w drugiej (z 1963 r.) zapowiedział wyłonienie się trzeciej kultury, wywodzącej się od intelektualistów przełamujących niechęć – a może strach? – do nauk przyrodniczych. Odegraliby oni rolę rzeczników świata nauki, porozumiewając się w jego imieniu z szerszą publicznością.

Proroctwo Snowa o powstaniu trzeciej kultury spełniło się, ale zupełnie nie tak, jak on to sobie wyobrażał – przekonywał ponad 30 lat później John Brockman we wstępie do książki zatytułowanej po prostu „Trzecia kultura”. Tom ten jest zapisem wypowiedzi ponad 20 naukowców, z którymi Brockman rozmawiał – głównie biologów, fizyków i psychologów. Poza pracą naukową na najwyższym poziomie wszystkich rozmówców Brockmana łączy jeszcze jeden rodzaj działalności: popularyzacja nauki w książkach, mediach i publicznych wystąpieniach. Właśnie tak redaktor tomu definiuje przedstawicieli trzeciej kultury – jako uczonych i myślicieli, którzy sami chwycili za pióro oraz mikrofon i zdobyli posłuch u szerokiej publiczności, zastępując tradycyjnych intelektualistów o literackiej proweniencji w roli autorytetów przynoszących odpowiedzi na pytania o sens życia, sens Wszechświata oraz ludzką naturę.

Uczeni tacy jak Richard Dawkins, Steven Pinker, Roger Penrose, Daniel Dennett czy Paul Davies, których Brockman zaliczył do twórców trzeciej kultury, w istocie zdobyli uznanie nie tylko w krajach anglojęzycznych. W wydawanych na całym świecie książkach przedstawiali oni inspirowane nauką, najbardziej aktualne odpowiedzi na pytania o naturę życia, umysłu i Wszechświata. Pytania te nasi przodkowie rozważali prawdopodobnie od momentu rozbłysku świadomości gdzieś na afrykańskich sawannach. Być może to one zrodziły religię, sztukę i literaturę. Trzecia kultura odniosła sukces, ponieważ XX-wieczna nauka zaczęła przynosić na te pytania jeszcze bardziej fascynujące i „przejmujące metafizycznie” odpowiedzi, niż byli to sobie w stanie wyobrazić artyści i myśliciele minionych epok.

Gdybyśmy chcieli posłużyć się kryteriami Brockmana, to Michała Hellera musielibyśmy uznać za człowieka trzeciej kultury, zapewne najbardziej cenionego Polaka w tym gronie. Problem w tym, że on sam sceptycznie odnosi się do idei trzeciej kultury (zwłaszcza w książce „Czy fizyka jest nauką humanistyczną?”).

Filozofowanie na marginesie

Brockman twierdzi – a także ewidentnie temu kibicuje – że obecnie następuje proces odwrotny do tego, który opisał Snow. W powojennych krajach Zachodu za „intelektualną” uchodziła kultura humanistyczna – współcześnie to trzecia kultura (wywodząca się z grona naukowego) eliminuje tradycyjnych humanistów, spychając ich na margines zainteresowania społecznego jako ludzi piszących wyłącznie „komentarze do komentarzy i krytykę krytyki”. Heller, rzecz jasna, nie zaprzecza, że zjawisko przedstawione przez Brockmana istnieje, a nawet narasta w ostatnich latach – ale wskazuje na jego inne istotne cechy i bardziej powściągliwie ocenia dokonania twórców trzeciej kultury.

To prawda, że dzięki popularnonaukowym książkom – wciągającym, znakomicie napisanym – takich uczonych jak Steven Weinberg, Richard Feynman i Stephen Hawking czy Richard Dawkins i Robin Dunbar, współcześni czytelnicy potrafiliby przedstawić podstawowe prawa fizyki albo opowiedzieć o etapach ewolucji kosmosu czy naszego gatunku. Byłoby ich zatem stać na coś, czemu nie mogliby sprostać krótko po drugiej wojnie światowej ówcześni intelektualiści, koledzy po piórze C.P. Snowa.

Książki twórców trzeciej kultury służą jednak nie tylko popularyzacji pewnych teorii czy przedsięwzięć naukowych. Autorzy przemycają w nich przemyślenia bardziej ogólnej natury, swoistą filozofię przyrody. Obejmuje ona rozważania m.in. o naturze czasu i przestrzeni, relacjach przyczynowych, determinizmie i losowości w przyrodzie, porządku i chaosie, racjonalności człowieka oraz różnicach i podobieństwie pomiędzy ludźmi a innymi gatunkami. Nie ma w tego rodzaju refleksjach z zasady niczego złego – problem pojawia się wówczas, co akcentuje profesor Heller, gdy takie filozoficzne dywagacje na marginesie książek popularnonaukowych prowadzone są przez ludzi, którzy nie potrafią – bądź nie chcą – osadzać tych refleksji w szerszym kontekście debat filozoficznych, tak historycznych, jak i współczesnych. Przez to czytelnik może odnieść wrażenie, że filozofia nie wykracza poza to, co jeden czy drugi popularyzator nauki napomknie we wstępie i zakończeniu swoich książek. Problemy i pytania stawiane przez niektórych takich autorów często okazują się trywialne już dla studentów pierwszego czy drugiego roku filozofii, którzy słyszą tam echo dawno wybrzmiałych dyskusji.

Tymczasem wielu naukowców rzeczywiście uprawia filozofię przyrody czy „filozofię w nauce”, lecz nie w książkach dla szerokiej publiczności, tylko podczas specjalistycznych interdyscyplinarnych konferencji, na które zapraszani są także zawodowi filozofowie. Jako stały gość tego rodzaju sympozjów, prof. Heller ma prawo protestować, gdy Brockman próbuje sprowadzić filozofię do notatek na marginesach książek popularnonaukowych (czy wręcz haseł o jej końcu lub miałkości, głoszonych przez Weinberga, Hawkinga bądź Dawkinsa). Jak pokazują liczne książki Hellera, filozofia jest zbyt interesująca sama w sobie i zbyt ważna dla zrozumienia nauki, by można ją tak trywializować.

Artyści empiryczni

Jeszcze bardziej znamienny jest stosunek autorów trzeciej kultury do teologii i duchowego wymiaru człowieka. Pytania o pochodzenie Wszechświata, naturę życia i umysłu posiadają pewien religijny i aksjologiczny wymiar, który większość rozmówców Brockmana bagatelizuje lub całkowicie pomija. Może to sugerować, że preferowaną przez współczesnych intelektualistów interpretacją wiedzy naukowej jest interpretacja agnostyczna lub wręcz ateistyczna (choć trudno byłoby obronić taką tezę).

Michał Heller, bez uciekania się do taniej apologetyki, otwiera czytelnika na wymiar duchowy, pokazując, że sama możliwość uprawiania nauki, czyli racjonalnego badania świata, może zostać uznana za ślad transcendencji. Kto chce, może tym śladem podążać dalej. Większość przedstawicieli trzeciej kultury nie daje czytelnikom takiego wyboru. Co więcej, Heller ujawnia także aksjologiczne wymiary nauki: chociażby kierowanie się przez uczonych matematycznym pięknem w poszukiwaniu prawdy – poprawnych teorii.

Współcześnie napięcie pomiędzy nauką a humanistyką, choć nie jest tak wysokie jak w czasach Snowa, ciągle daje się dostrzec. Możemy je rozładować na dwa sposoby: albo postaramy się, jak Brockman, wyrugować z kultury myśl humanistyczną, zastępując ją popularyzacją nauki i płytką filozofią przyrody, albo, jak Heller, spróbujemy zbudować prawdziwe pomosty.

Trudno o lepsze docenienie nauki, jak wskazanie na wartości, które ma ona u swoich źródeł i do których dąży, jak robi to Michał Heller. To one stanowią o humanistycznym wymiarze nauki i pozwalają zasypywać złowrogie rozłamy. Z tej perspektywy można zrozumieć, co ma na myśli profesor Heller, gdy mówi, że w wielkich uczonych jest także coś z wielkich artystów. A już najlepiej widać to po nim samym. ©

ŁUKASZ KWIATEK, filozof, redaktor działu naukowego „Tygodnika Powszechnego”, członek Centrum Kopernika.

Skip to content