Siła dwóch sióstr – Wielkie Pytania

Najlepsze kredyty i pożyczki dla zadłużonych. Bez weryfikacji w BIK, KRD, także z komornikiem. Nawet do 200 000 zł, spłata w miesięcznych ratach. Pożyczka pozabankowa dla każdego bez BIK, w tym dla zadłużonych. Każda osoba, która skorzystała z oferty banku, wie jakie koszta za sobą niesie kredyt. kredyt dla zadłużonych online JPożyczki dla zadłużonych bez zdolności kredytowej - znajdź szybko i darmowo. Całkowicie przez internet, niezobowiązująco, bez BIK. eśli zatem zastanawiasz się, czy istnieją szybkie pożyczki dla zadłużonych online, odpowiadamy – jak najbardziej! Gdzie ich szukać? Dla klientów, którym nie udało się uzyskać kredyt w banku, lub firmie z powodu niekorzystnej historii kredytowej, może być przydatna inna opcja. Na rynku pożyczek są firmy, udzielające chwilówek online bez weryfikacji za pośrednictwem rejestru BIK. Takie propozycje mogą stać się naprawdę ostatnią deską ratunku. Pożyczka dla zadłużonych. Sprawdź, gdzie możesz zaciągnąć pożyczkę dla zadłużonych. Poznaj opinie i dowiedz się więcej.

Siła dwóch sióstr

Natacha Henry, historyczka: Maria i Bronia Skłodowskie są dla mnie wzorem wykształconych kobiet. Nie ograniczały się do swojej pracy, chciały pchać świat do przodu.

SZYMON ŁUCYK: Pani książka „Uczone siostry” uświadamia nam, że w życiu polskiej noblistki niemal równie ważna jak jej mąż, Piotr Curie, była starsza siostra – Bronisława Dłuska. To ona, lekarka, dziś zapomniana, przetarła Marii drogę do Paryża i światowej kariery.

NATACHA HENRY: Bardzo często biografowie konstruują historię samotnych, wyjątkowych bohaterek. W ten sposób pomija się coś bardzo ważnego – solidarność ich otoczenia i kontekst historyczny epoki.

Dla większości Francuzów Maria i Piotr Curie to francuskie małżeństwo. Nie wiedzą, że Maria była Polką. Tym bardziej nie mają pojęcia o pozostałych członkach jej rodziny. Co prawda Ewa Curie, córka Marii i Piotra, w swojej biografii matki pisała o starszej siostrze – Broni, ale skupiała się na rodzinnych anegdotach. Ani ona, ani inni badacze nie wiązali Broni z działalnością naukową Marii. A przecież archiwa pokazują, że w każdym ważnym momencie obie siostry wszystko ze sobą dzieliły. Jak piszę w książce, ich więź była niezwykłą, nie tylko intymną, ale i naukową historią.

Maria Curie była najmłodszym dzieckiem państwa Skłodowskich – miała czworo rodzeństwa. Dlaczego zainteresowała Panią właśnie Bronisława?

W jednej z biografii Marii natrafiłam na informację, że jadąc na studia do stolicy Francji, dołączyła do swojej siostry Broni. Zaintrygowała mnie ta starsza o dwa lata siostra noblistki, o której nic nie słyszałam.

W rodzinie Skłodowskich nie zachowało się zbyt dużo informacji o Bronisławie. Korespondencja prywatna Broni i Marii, przechowywana przez jej córkę Ewę, zaginęła. Nie wiemy, co się stało z tymi rękopisami, choć fragmenty tych listów cytuje Ewa w biografii matki.

We Francji żyje jeszcze wnuczka Marii i Piotra – Hélène Langevin-Joliot. To jedyna żyjąca osoba, która pamięta Bronię. Mówiła mi, że jej ciotka przyjeżdżała przed II wojną światową do Francji i przywoziła swoim krewniakom polskie ludowe stroje dla dzieci. Zachowała w pamięci ciotkę jako bardzo energiczną osobę, co potwierdziło się w moich poszukiwaniach.

Zaskoczyło mnie to, że archiwa dotyczące Broni były bardzo rozproszone po wielu miejscach – szczególnie w Polsce, ale też we Francji. Niepublikowane dokumenty znalazłam m.in. w Muzeum Curie w Paryżu i Bibliotece Narodowej Francji. Z ­kolei w Muzeum Tatrzańskim natrafiłam na korespondencję między Bronią i Kazimierzem Dłuskimi a Marią Curie.

Gdyby nie Bronia, to młoda Maria do końca życia zostałaby guwernantką?

Obie siostry marzyły o studiach w Paryżu, były jednak ubogie. Zawarły więc umowę, którą nazywam najbardziej doniosłym paktem w historii nauki.

Szesnastoletnia Maria zaproponowała siostrze, że zatrudni się jako guwernantka w Warszawie i co miesiąc będzie jej wysyłać połowę swojej pensji. Dzięki temu Bronia pojechała do Paryża studiować medycynę, a potem została ginekologiem.

Bronia zrewanżowała się potem siostrze, gdy wraz ze swoim mężem Kazimierzem Dłuskim przyjęła do siebie Marię w Paryżu. Przyszła noblistka zamieszkała z małżeństwem jako studentka nauk ścisłych na Sorbonie.

Kiedy Bronia zaczęła paryskie studia, na Sorbonie studiowało niewiele kobiet, w większości były to cudzoziemki. Podaje Pani, że w 1887 r. na medycynie było 114 kobiet, w tym 70 Rosjanek i 20 Polek, a tylko 12 Francuzek. Skąd aż tyle Słowianek na medycynie?

W Królestwie Polskim kobiety nie miały wówczas prawa do studiowania. Wśród Rosjanek liczne były studentki pochodzenia żydowskiego, które wyjeżdżały w obawie przed pogromami.

Co istotne, rodzice polskich studentek, zwykle wykształceni, traktowali jednakowo edukację dziewcząt i chłopców. Nie wahali się zachęcać swoje córki do kształcenia się za granicą. A było to przecież duże wyzwanie: sama podróż pociągiem z Warszawy do Paryża, jak w przypadku Broni, trwała prawie trzy doby. Było to pokolenie dzielnych kobiet.

Polki miały w Paryżu reputację bardzo poważnych, sumiennych studentek. Nie przepuszczały pieniędzy na zabawy i bale. Głównie dlatego, że były na ogół biedne i musiały ciężko pracować; ich rodziny dokonywały dużych poświęceń, żeby wspierać je finansowo.

Z drugiej strony, na Sorbonie było mało Francuzek, gdyż edukacja dziewcząt była u nas zapóźniona – dopiero w 1880 r. formalnie otwarto szkoły średnie dla dziewcząt. Dla Francuzki zostanie w tamtym okresie lekarzem było niemal równie realne co lot na Księżyc.

Słynny wówczas neurolog, profesor Charcot, ostrzegał, że kobiety są zbyt delikatne, aby znieść widok krwi w trakcie operacji chirurgicznej. Co więcej – pisze Pani w książce – na widok studentek ich koledzy z medycyny na Sorbonie gdakali jak kury lub… obrzucali je jabłkami.

Bronia i Maria, jak i inne paryskie studentki, były otoczone mizoginami. Wydziały medyczne we Francji powoli i z wielkim trudem godziły się z myślą o dopuszczeniu kobiet na studia. Wielu wykładowców twierdziło, że uniwersytet nie jest dla nich właściwym miejscem i że jeśli poświęcą się nauce, to zostaną starymi pannami.

W tamtej epoce Polki były wolne od wielu problemów typowych dla Francji, bo w ich rodzinach nie zniechęcano ich do studiowania. Wychowane przez rodziców w duchu równości, Polki musiały być więc zdumione, kiedy po przybyciu do kraju rewolucji i praw człowieka mężczyźni witali je uwagami w rodzaju: o, jakie wy śliczne jesteście…!

Francja była w końcu XIX w. krajem bardzo katolickim i konserwatywnym. Dopiero później ruch feministyczny zmienił tę sytuację.

Jakimi matkami były siostry Skłodowskie? Miały czas dla dzieci?

Maria miała z Piotrem dwoje dzieci – Irenę i Ewę. Była bardzo oddaną matką. Brdzo zaangażowała się w edukację swoich córek. Wraz z grupą przyjaciół, także profesorów Sorbony, stworzyła rodzaj spółdzielni szkolnej, aby zapewnić córkom wysoki poziom nauczania. To była bardzo odważna decyzja. Wspólnymi siłami dorośli uczyli swoje dzieci w nowatorski sposób. Dopiero po dwóch latach tej przygody edukacyjnej Maria wysłała córki do zwykłej szkoły. Wybrała dla nich potem jedyną świecką szkołę dla dziewcząt we Francji – gimnazjum Sévigné. To szkoła wyjątkowa także dlatego, że program nauczania był taki sam dla chłopców i dziewcząt.

Można sądzić, że wzorem dla szkoły Marii był tajny Uniwersytet Latający, do którego chodziły w młodości obie siostry Skłodowskie. Także córka Broni, Helena, pobierała lekcje w domu, a nie w szkole.

Maria i Bronia, jak wiele ówczesnych kobiet z zamożnych rodzin, korzystały w karmieniu dzieci z pomocy mamek. Maria chciała sama karmić Irenę, ale jej zdrowie było zbyt słabe, więc zatrudniła kogoś do pomocy. Córkami Marii zajmował się z wielkim zaangażowaniem jej teść, były lekarz. Był świetnym dziadkiem, właściwie to on wychował Irenę. Dzięki niemu Maria i Piotr mogli spędzać tak wiele czasu w laboratorium.

Obie uczone siostry poślubiły ludzi nietuzinkowych: Maria – naukowca Piotra Curie, a Bronia – Kazimierza Dłuskiego, barwną postać: lekarza, rewolucjonistę, społecznika, dyplomatę… W książce odkrywa Pani na nowo zasługi Dłuskich dla polskiej medycyny i życia społecznego.

Kazimierz Dłuski działał na wielu polach: jako lekarz-społecznik walczył z gruźlicą, za młodu był socjalistą, współtworzył Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe, brał udział w konferencji pokojowej w Wersalu. Znał blisko wielu ważnych ludzi: Ignacego Paderewskiego, Henryka Sienkiewicza, Józefa Piłsudskiego. Także Włodzimierza Lenina, któremu nawet pomógł wydostać się z austriackiego aresztu jeszcze przed wybuchem I wojny światowej.

Po powrocie z Paryża w 1902 r. Bronia i Kazimierz Dłuscy osiedli w Zakopanem i zbudowali największe wtedy na ziemiach polskich sanatorium dla chorych na gruźlicę w Kościelisku. Zwiedziłam to miejsce w czasie pracy nad książką. W sanatorium mieści się dziś wielki, dość surowy hotel. Jego dyrektor zaprowadził mnie do piwnicy, pokazał zdjęcia dawnych wnętrz, potem zniszczonych, z czasów pierwszych właścicieli. Na murach budynku zamieszczono tabliczkę upamiętniającą wizytę Marii Curie w tym miejscu.

Dłuscy zaangażowali się bardzo mocno w lokalne życie Zakopanego – współtworzyli też Muzeum Tatrzańskie. Naukowcy tamtych czasów nie zamykali się w wieży z kości słoniowej. To było typowe dla epoki: ludzie nauki uczestniczyli w życiu społecznym, artystycznym, także politycznym – tak było i w przypadku Dłuskich, i Marii Curie.

Rzadko mówi się o tym, że Maria Curie brała udział w pracach Ligi Narodów po I wojnie światowej. Była rzeczniczką naukowej współpracy na świecie w epoce, kiedy konferencje międzynarodowe były dla naukowców czymś wyjątkowym. Także w tej dziedzinie stała się pionierką.

Maria miała ogromne szczęście spotkać Piotra, który był odpowiednikiem postępowych Polaków, takich jak Dłuski. Pochodził z wyzwolonej świeckiej rodziny. Jego ojciec był lekarzem, który pomagał bezpłatnie bojownikom Komuny Paryskiej, a w jego rodzinie panowało rzadkie wówczas przekonanie o równouprawnieniu kobiet i mężczyzn.

Ale gdyby Maria poślubiła kogoś innego? Łatwo wyobrazić sobie, że usłyszałaby wtedy: zostaw tę naukę i zajmij się wreszcie domem, rodziną!

W książce przypomina Pani słabo znany rozdział biografii Marii: w czasie I wojny światowej organizowała polową radiologię i sama wielokrotnie jeździła na front. Zresztą pojazdy przewożące mobilne aparaty rentgenowskie przeznaczone do prześwietlania żołnierzy nazwano potem właśnie „małe Curie”.

Nawet wtedy Maria zmagała się z mizoginią. Nie pomogło jej to, że miała już na koncie dwie Nagrody Nobla i że reprezentowała Czerwony Krzyż. Kiedy pojawiała się, żeby prześwietlać żołnierzy, mówiono jej: kobieta na froncie? To niemożliwe!

W tym samym czasie Bronia-lekarka wraz z mężem zamienili sanatorium w szpital wojskowy. Leczyli tam także rannych legionistów. Tak więc obie oddalone od siebie siostry angażują się w medyczną pomoc: jedna we Francji prześwietla rannych, druga opatruje żołnierzy w Polsce.

Siostry Skłodowskie są dla mnie wzorem wykształconych kobiet. Nie ograniczały się do swojej pracy, ale chciały pchać świat do przodu: medycynę, sprawy społeczne, humanizm, współpracę międzynarodową.

Co było największym zawodowym osiągnięciem Broni?

Wzniesienie Instytutu Radowego przy ulicy Wawelskiej w Warszawie, który został otwarty w 1932 r. [dziś część Centrum Onkologii – Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie – red.]. Badano w nim i leczono choroby nowotworowe. Właśnie Broni, lekarce, Maria powierzyła pod koniec życia nadzór nad jego budową. Dziś na parterze, po lewej stronie, w budynku instytutu upamiętnia to sala im. Bronisławy Dłuskiej, gdzie można zobaczyć fotografie obu sióstr.

W warszawskich archiwach odnalazłam listy dotyczące powstawania instytutu w Warszawie, wymieniane przez Bronię z sekretarką Marii.

Mówimy o nauce, medycynie i działalności społecznej, ale z Pani książki wynika, że starsza siostra była dla Marii oparciem w najtrudniejszych chwilach życia…

Pisząc tę książkę, myślałam o mojej najlepszej przyjaciółce od czasów nastoletnich. Za każdym razem, gdy nadchodzi burza, zawsze jest obok mnie. Tak jak Bronia obok Marii.

W czasie pracy nad książką wstrząsnęło mną odkrycie, że Maria Curie była normalną kobietą. Także wielki naukowiec o ascetycznym usposobieniu przeżywa okropne chwile, kiedy nie jest w stanie iść do laboratorium.

Po powrocie Dłuskich z Paryża do Polski Maria pisze do Broni: „Wraz z Wami obojgiem straciłam wszystko, na czym mi zależało w Paryżu, oprócz mojego męża i dziecka. Teraz mam wrażenie, że Paryż nie istnieje”. Potem, kiedy Piotr Curie zginął w wypadku, Maria się załamała. Szczęśliwie znowu Bronia pojawiła się od razu, żeby się nią zająć. Podobnie było później, kiedy wybuchł we Francji skandal wokół związku Marii z Paulem Langevinem. Jest wtedy w strasznej sytuacji, wdowa z dwójką dzieci, cała francuska prasa ultraprawicowa robi na nią niebywałą nagonkę.

W obliczu tej katastrofy Maria bije się z myślami, czy jechać do Szwecji po odbiór drugiej Nagrody Nobla. I co wtedy robi Bronia? Mówi po prostu: „Chodźmy kupić sukienkę i jedźmy do Sztokholmu”. Ten szczegół najlepiej ujmuje siłę więzi dwóch sióstr. ©

NATACHA HENRY jest francuską historyczką i eseistką, absolwentką London School of Economics oraz Sorbony. Autorka biografii wybitnych kobiet. Jej książka „Uczone siostry” (wydana po polsku w 2016 r. w przekładzie Anny Broczkowskiej-Nguyen) otrzymała we Francji nagrody, m.in. Prix Marie Curie 2017.

 

NOBLOWSKA FAMILIA

RODZINA CURIE jest fenomenem na skalę światową. Owszem, zdarzało się, że dwie osoby w jednej rodzinie otrzymały Nagrody Nobla – jak choćby William Henry Bragg i jego syn, William Lawrence Bragg, którzy wspólnie otrzymali Nagrodę w dziedzinie fizyki w 1915 r. za wynalazek spektroskopu, albo bracia Jan i Nikolaas Tinbergen, którzy niezależnie od siebie odebrali Nagrody w dziedzinie, odpowiednio, ekonomii oraz medycyny i fizjologii. Nic jednak nie może się równać z przypadkiem rodziny Curie.

Piotr Curie i Maria ­Skłodowska-Curie otrzymali łącznie Nagrodę Nobla z fizyki w 1903 r. za badania nad radioaktywnością. Ogłaszając tę Nagrodę, prezydent szwedzkiej Akademii Królewskiej stwierdził, że jest to nie tylko „znakomita ilustracja starego powiedzenia »coniuncta valent«, w jedności siła”, ale ponadto, jako „uczona para reprezentująca różne narodowości”, profesor i madame Curie stanowią „szczęśliwy omen dla ludzkości”. Maria została ponownie nagrodzona przez Akademię w 1911 r., za odkrycie radu i polonu, co stanowiło pierwszy w historii tej nagrody – i do dzisiaj jeden z zaledwie czterech takich – przypadek podwójnego laureata. To był jednak dopiero początek kariery rodziny Curie.

Pierwsza córka państwa Curie, Irena, wraz z mężem Frédérikiem Joliotem (który przyjął po żonie nazwisko, stając się Frédérikiem Joliot-Curie) otrzymali w 1935 r. Nagrodę Nobla z chemii za badania nad sztucznie wytworzonymi izotopami radioaktywnymi. Ówczesny prezydent Komitetu Noblowskiego, W. Palmaer nie mówił już o powiązaniach rodzinnych laureatów, jednak zażartował sobie, że o ile alchemicy przez wieki próbowali przemienić bezwartościowe metale w złoto, małżeństwo Joliot-Curie skutecznie przemieniło lata pracy nad pierwiastkami chemicznymi w złoty medal szwedzkiej Akademii.

Druga córka państwa Curie, Ewa, nie wybrała kariery naukowej. Nie uniknęła jednak „przekleństwa noblowskiego” – jej mąż, Henry Richardson Labouisse, dyplomata i działacz polityczny, odbierał w 1965 r. Pokojową Nagrodę Nobla w imieniu UNESCO.
©ŁL

Skip to content